We wtorek NASA przedstawiła plany na przyszłość. Zrobotyzowane lądowniki, skaczące drony, ciężki sprzęt. Cel? Zdobądź silny amerykański przyczółek na Księżycu.

To odważne stwierdzenie. Agencja planuje powrót astronautów na powierzchnię Księżyca przed końcem prezydentury Donalda Trumpa w 2029 roku.

Wśród firm, które otrzymały zgodę na udział w programie, znajduje się firma Blue Origin Jeffa Bezosa. Razem z Intuitive Machines i Astrobotic stworzą technologię potrzebną do realizacji tego ambitnego harmonogramu.

Wyścig jest prawdziwy

Skąd taki pośpiech? Ciśnienie. W szczególności z Chin.

Pekin nie pozostaje bezczynny. W poniedziałek wystartowali z misją Shenzhou 23, wysyłając astronautów na stację Tiangong. Ich cel? Wysłanie człowieka na Księżyc do 2020 roku… och, do 2030 roku.

NASA doskonale zdaje sobie sprawę, że czas ucieka. W marcu ogłosili program o wartości 20 miliardów dolarów. Mówimy o bazie na biegunie południowym, zasilanej reaktorami jądrowymi i panelami słonecznymi, która powinna zostać uruchomiona do 2032 roku.

Administrator NASA Jared Isaacman wyraził się jasno:

Stany Zjednoczone „nigdy więcej nie zrezygnują z Księżyca”.

Baza umożliwi prowadzenie badań naukowych, a być może nawet wydobycie surowców. Ale zasadniczo jest to węzeł tranzytowy dla Marsa. Przynajmniej taka jest teoria.

Sceptycyzm ekspertów

Większość naukowców uśmiecha się do tych terminów.

Realistyczny? NASA prawdopodobnie pozostaje w tyle. W kwietniu tego roku misja Artemis II wyniosła czterech astronautów na orbitę księżycową. Sukces, zdecydowanie. Ale sadzenie ludzi? To znacznie bardziej skomplikowane. Doktor Simon Barber z Open University nie owijał w bawełnę: powiedział, że nie będzie zaskoczony, jeśli Chiny wygrają wyścig.

Problemy z zabezpieczeniem pojazdów lądujących nieustannie utrudniają misję amerykańską. Chiny pewnie idą naprzód.

Era technologii

Pierwszy etap jest całkowicie zautomatyzowany.

Zanim ludzie zaryzykują życie, maszyny mapują teren. Skaczące drony przeszukają okolicę. Lądowniki przeanalizują glebę.

Lądownik Blue Origin, zwany Endurance, musi wylądować precyzyjnie. Wymaga to nawigacji w trybie offline. Moduł astrobotyczny Griffin-1 leci do krateru Nobile, położonego w pobliżu bieguna południowego. Obydwa urządzenia są wyposażone w narzędzia – bardzo szczegółowe kamery i systemy laserowe, które pozwalają bezpiecznie dotykać powierzchni.

Według liderów NASA do 2029 roku odbędzie się 25 startów. Na powierzchnię zostaną dostarczone cztery tony ładunku. Carlos Garcia-Galan nazywa tę fazę „zapłonem” programu bazy księżycowej.

Energia i wieczna zmarzlina

Następnym krokiem jest zaopatrzenie w energię. Reaktory rozszczepienia jądrowego. Panele słoneczne. Biegun południowy jest głównym celem ze względu na obecność lodu. Zamrożona woda to woda pitna. To jest tlen. To jest paliwo.

Do 2032 roku astronauci będą mogli tam mieszkać w półzrównoważonych siedliskach. Łaziki pozwolą im podróżować dalej po nierównym terenie.

Ale jest jeden haczyk. Cały plan opiera się na jednym: statku kosmicznym zdolnym do bezpiecznego transportu ludzi. Taki statek nie istnieje jeszcze w pełnej gotowości.

Czy naprawdę w ciągu pięciu lat uda im się zbudować rakietę, bazę i sieć energetyczną? Prawdopodobnie nie. Ale i tak spróbują.