A liczby wyglądają rozczarowująco.
Naukowcy w końcu dokładnie wiedzą, dlaczego poziom mórz podnosi się w takim tempie. Przez lata pozostawała tajemnicą, frustrującą luką w danych, która sprawiała, że modele klimatyczne wydawały się niczym więcej niż spekulacyjnymi domysłami. Teraz „debet” zbiega się z „kredytem”. Rozumiemy, skąd bierze się woda. I to nie jest tylko jeden powód.
Powodów jest wiele.
Przyspieszenie procesu
Globalny poziom mórz rośnie obecnie dwa razy szybciej niż w latach sześćdziesiątych.
Potem działo się to niezwykle powoli: tylko 2,06 milimetra rocznie. Od 2005 roku tempo wzrosło niemal dwukrotnie. Obecnie obserwujemy wzrost o 3,94 milimetra rocznie. To brzmi nieistotnie. To tak, jakby co roku na wierzch posypano garść ziaren ryżu.
Jednak w odniesieniu do całego kontynentu mówimy o metrach zmian. O zniszczonej infrastrukturze. O zalanych domach.
Głównym winowajcą jest ciepło. Prosta termodynamika. Ciepła woda rozszerza się, zimna woda kurczy się. Ponieważ ocean pochłania ciepło uwięzione w wyniku emisji gazów cieplarnianych, zajmuje więcej przestrzeni. Sama ekspansja fizyczna wystarczy, aby wyjaśnić 43% całkowitego wzrostu od 1960 r. To naprawdę duża waga w obliczu obecnego kryzysu.
Lód pozostaje w tyle tylko nieznacznie. Lodowce górskie przyczyniają się do 27%. Grenlandia dodaje 15%. Antarktyda – 12%. Pozostałe 3% pochodzi ze zmian w dostawach słodkiej wody na lądzie. Deszcze padają w niewłaściwych miejscach, a jeziora wysychają.
Na początku badanego okresu większość pracy wykonywało ciepło. Teraz na pierwszy plan wysuwają się lodowce.
Wpływ na pierwszą połowę tego zbioru danych miało ocieplenie oceanów i zmiany w magazynowaniu wody na lądzie. Jednak od lat 90. narracja się zmieniła. Lodowce i pokrywy lodowe zaczęły tracić masę szybciej niż wcześniej. Siła napędowa kryzysu przesunęła się z rozszerzalności cieplnej na dodawanie objętości netto wody do systemu.
Zamknięcie luki
Dlatego ma to znaczenie wykraczające poza ponure statystyki. Przez dziesięciolecia klimatologów dręczyła jedna irytująca niespójność. Mogli zmierzyć, o ile podniósł się poziom morza. Mogli oszacować, jaką siłę nośną zapewniają znane czynniki, takie jak ciepło i topnienie.
Ale liczby się nie zgadzały. Woda gdzieś „wyparowała”. Nastąpił nieuwzględniony wzrost.
To sprawiło, że nauka wyglądała na niejednoznaczną. Krytycy wykorzystali te luki. Badacze wzruszyli ramionami: „Próbujemy”.
Nowe badanie opublikowane w czasopiśmie Science Advances wypełnia tę lukę. Międzynarodowy zespół naukowców (w skład którego wchodzą specjaliści z Chin, USA i Francji) nie tylko narzucił nowe dane na temat problemu. Naprawili urządzenia. Skorygowali obserwacje satelitarne, które były niedokładne od 2015 r. Udoskonalili metody pomiaru pionowych ruchów lądu w pobliżu stacji przybrzeżnych.
„Możemy z większą pewnością wyjaśnić wzrost poziomu morza” – mówi John Abraham z Uniwersytetu św. Tomasza.
Czekaj, sprawdźmy cytat. Tak, dokładnie pewność. Teraz możemy przewidzieć ten wzrost ze znacznie większą pewnością. Tajemnica została rozwiązana. Luka została zamknięta.
To nie tylko zwycięstwo akademickie. Oznacza to, że jeśli modele przewidują wzrost poziomu wody o 2 metry do 2100 r., można im zaufać. I uwierz, że proces ten będzie kontynuowany po tym okresie.
Brak przycisku Stop
Ten pęd nie zostanie w najbliższym czasie zatrzymany.
Nawet jeśli teraz ograniczymy całą emisję gazów cieplarnianych, w tej sekundzie poziom oceanów będzie nadal się podnosił. Przez wieki.
Dlaczego? Bezwładność. Ogromna bezwładność cieplna.
Głęboki ocean utrzymuje ciepło tak bezpiecznie, jak niedźwiedź przytula ul. Nagrzewa się powoli. I powoli się ochładza. Dopóki jest ciepło, woda nadal się rozszerza.
Tymczasem lodowce i pokrywy lodowe to geologiczne giganty. Nie reagują na cotygodniowe cykle wiadomości ani miesięczne raporty o emisji. Reagują przez dziesięciolecia. Proces topienia zaczął nabierać tempa na początku XX wieku. Przeżyje nasze wnuki. I pewnie wnuki naszych wnuków też.
I oto jesteśmy. Problemy z pomiarami rozwiązane. Wiemy na pewno, że toniemy. Ciepły. Lód. Czas.
Nic się nie zmieni, dopóki zmienne się nie zmienią. Ale zmienne są już ustawione. Ciepło jest już w systemie. Lód już pęka.
Co zbudujemy na tej ziemi, która powoli znika pod naszymi stopami?
