Wylądowała na statku.
A raczej została złapana w sieć.
Chińska rakieta nośna Long March-10B właśnie udowodniła, że jest w stanie bezpiecznie powrócić do pierwszego etapu. To znaczący krok w wyścigu kosmicznym.
Według agencji Xinhua premiera odbyła się w piątek. U wybrzeży prowincji Hainan rakieta wystartowała, wyniosła ładunek na orbitę, a jej pierwszy etap dokonał najtrudniejszej rzeczy – zejścia.
Zamiast wpaść do oceanu – gdzie statkom zajęłoby dużo czasu, aby go złapać – blok silnika obrócił się. Poleciał z powrotem, kierując się na specjalny statek odbiorczy.
Jego żądłem jest ogromna sieć pułapkowa w kształcie krzyża.
Blok nie posiadał podpór. Żadne lądowiska ani hałaśliwe podwozie nie dotykają betonu lub pokładu. Po prostu ogromne przejęcie. Haki na bloku rakietowym złapały siatkę, liny pochłonęły energię kinetyczną, a ciężki mechanizm zawisł w powietrzu. Bez ruchu. Zawieszony.
Jest to proces w pełni zautomatyzowany. Pocisk leci do celu, zostaje przechwycony i pozostaje wiszący w środku.
Po co budować gigantyczny statek o długości 470 stóp i wdrażać zaawansowany technologicznie system śledzenia LIDAR?
Pieniądze.
Rakiety wielokrotnego użytku oznaczają ponowne użycie tego samego sprzętu. Wciąż. Dzięki temu starty w przestrzeń kosmiczną przestają być rzadkim i astronomicznie kosztownym wydarzeniem w rutynowe zadanie logistyczne. USA miały przewagę. SpaceX po raz pierwszy wylądował Falconem 9 w 2015 roku. Od tego czasu nabyli tak biegłości, że teraz łapią wzmacniacze Starship za pomocą mechanicznych manipulatorów zwanych „szczypcami”. Nawet Blue Origin udało się wylądować na barce ze wzmacniaczem New Glenn, zanim w maju pojawiły się pewne trudności.
Teraz na arenę wkroczyły Chiny.
Pierwszy etap Długiego Marca 10 trwał, jak to urzędnicy nazywają, „sześciominutowy ekstremalny powrót”. Zaplanował, dostosował kąt, odpalił silniki, aby zahamować przed samą atmosferą. Oczekujący statek wykorzystywał czujniki działające w czasie rzeczywistym, aby naprowadzić sieć w żądane położenie.
Chen Muye z CASC, państwowego giganta kosmicznego, powiedział, że to przełom w tanim transporcie ciężkich ładunków. Nazwał to posunięcie kluczem do konkurencyjności na rynku komercyjnym.
Istnieje jednak mechaniczny kompromis, który sprawia, że sieć jest tak interesująca.
Podpory są ciężkie. Złożone mechanizmy są ciężkie. Łapiąc rakietę w powietrzu, inżynierowie eliminują potrzebę mocowania podpór do bloku. Mniejsza masa rakiety oznacza więcej miejsca na satelity. Długi Marsz-10B działa na paliwie płynnym, wznosi się na wysokość ponad 200 stóp i ma ciąg startowy dochodzący do 1000 ton. W trybie wielokrotnego użytku jest w stanie dostarczyć na niską orbitę okołoziemską do 18 ton.
Pojemność ta jest skierowana na rosnący rynek komercyjny. Branża konstelacji satelitarnych chce działać szybko i tanio.
Czy ten lot sygnalizuje zmianę podejścia do infrastruktury wystrzeliwującej?
Blok wisi w powietrzu, złapany. Bez odpoczynku. Oczekiwanie na przetworzenie. Następny start to nie tylko kwestia osiągnięcia wysokości.
To kwestia powrotu na dół bez zniszczenia.
Zobaczymy czy sieć wytrzyma. Dosłownie.

























