Biały Dom właśnie udostępnił 5 miliardów dolarów.
Inicjatywa ta nazywa się Misją Genesis. I nie pozostawia miejsca na dwuznaczność.
Prezydent Donald Trump ogłosił w czwartek przyznanie dotacji. Fundusze przeznaczane są na setki projektów opartych na sztucznej inteligencji. Cel? Przyspiesz rozwój nauki dzięki AI. Administracja porównuje ten wysiłek do Projektu Manhattan. Stanowi to istotne wyzwanie dla programu grantowego. Ale właśnie do tego dążą.
W tym samym czasie Michael Kratsios, doradca naukowy prezydenta, promował w Waszyngtonie inny program. Nazywa to Nową złotą erą nauki amerykańskiej.
W tej epoce priorytetem są trzy obszary. Sztuczna inteligencja. Robotyka. Energia jądrowa.
Nauki biologiczne wyraźnie schodzą na dalszy plan.
Ta zmiana kształtuje sposób, w jaki administracja Trumpa zamierza przekształcić krajobraz badań naukowych w Stanach Zjednoczonych. Jest to najnowszy, agresywny krok w szerszej kampanii przeciwko tradycyjnemu systemowi naukowemu.
Dlaczego podejście „technokraty” nie sprawdza się w naukach podstawowych
Krytycy twierdzą, że strategia ta jest zasadniczo błędna.
„Możemy znaleźć się w sytuacji, w której góry informacji niskiej jakości („klopsy”) ukrywają kilka przełomowych odkryć przed sztuczną inteligencją”.
Andreas Karch, profesor fizyki na Uniwersytecie Teksasu w Austin, ostrzega, że obecna nauka generowana przez sztuczną inteligencję jest często niskiej jakości. Nazywa to „śmieciami” (błotem).
Problem leży w badaniu.
Uniwersytety kształcą ludzi, którzy potrafią odróżnić prawdziwe przełomy od szumu algorytmicznego. Jeśli odetniesz finansowanie uniwersytetów, jednocześnie zwiększając wsparcie dla sztucznej inteligencji, wyeliminujesz samych ekspertów potrzebnych do testowania działania sztucznej inteligencji. Rezultatem jest gwałtowny spadek liczby osób potrafiących odróżnić dobrą naukę od złej.
Misja Genisys obejmuje 278 projektów. Zostały one wybrane spośród ponad 5000 zgłoszeń. Dotyczą odkrywania leków. Energia. Zaawansowane materiały. Robotyka.
Kieruje tym Departament Energii USA. Obiecuje połączenie krajowych laboratoriów, przemysłu i środowiska akademickiego. Duże firmy technologiczne przestrzegają tych zasad. Google. Microsoftu. OpenAI. Zapewniają moc obliczeniową i pożyczki.
To nie tylko program dotacyjny. Są to zmiany strukturalne.
Jak manifest Złotego Wieku redystrybuuje władzę
Dokument bazowy, Manifest Złotego Wieku, przedstawia to jako współczesną aktualizację słynnego raportu Vannevara Busha z 1945 r. *Science: the Endless Frontier.
Raport Busha położył podwaliny pod powojenny system amerykański. Podkreślił znaczenie otwartej nauki podstawowej. Założono, że swobodna eksploracja prowadzi do stosowanych przełomów.
Nowy manifest odwraca tę logikę.
Wsparcie odchodzi od instytucji. Finansowanie przekazywane jest indywidualnym naukowcom i firmom prywatnym. Nominowani polityczni zyskują większą władzę. Teraz mogą blokować dotacje, z którymi się nie zgadzają.
To brzmi jak podręcznik Doliny Krzemowej.
Kapitał wysokiego ryzyka kocha prędkość. Wymaga to wymiernych zysków. Zamyka projekty, które nie osiągają swoich celów. Nauka nie działa według tych zasad.
Podstawowe badania zajmują dziesięciolecia. Ich wartość jest często niewidoczna dopiero znacznie później. Wiele wielkich odkryć było przypadkowych. Wystąpiły, gdy badacze zadali różne pytania. Nie możesz sprawić, że szczęście się wydarzy, korzystając z pulpitu nawigacyjnego KPI.
Claes de Vries, profesor Uniwersytetu w Amsterdamie, mówi to bez ogródek.
„Nie można wykorzystywać kapitału wysokiego ryzyka do wymuszania przełomów, jednocześnie sprzedając patenty”.
Kto traci, gdy nauka zamienia się w biznes?
Administracja Trumpa powołuje się na nazwisko Busha. Ale polityka niszczy system, który stworzył.
Reformy administracyjne cieszą się pewnym zainteresowaniem. Naukowcy nienawidzą biurokracji. Każdy chce przyspieszyć recenzowanie. Jackson Shepard, neurolog z Uniwersytetu w Utah, zgadza się co do potrzeby stabilności i zachęt do pracy obarczonej wysokim ryzykiem.
Ale sam dokument wydaje się oderwany od rzeczywistości.
Według Sheparda został on napisany przez nominatów politycznych, którzy nie rozumieją, jak działa środowisko akademickie. Nauka akademicka nie jest startupem z kapitałem wysokiego ryzyka.
Weźmy pod uwagę Michaela Kratsiosa. On nie jest naukowcem. Nie posiada kwalifikacji naukowych. Jego specjalistyczna wiedza dotyczy polityki technologicznej i finansów. Pracował w fundacji pod przewodnictwem Petera Thiela.
Naukowcy twierdzą, że mentalność Doliny Krzemowej przenika raport. Jeffrey Flyer, były dziekan Harvard Medical School, nazywa to podejście „całkowicie szalonym”. Postrzega to jako zagrożenie. Polityzuje naukę. Stara się kontrolować rezultaty przed zakończeniem pracy.
Sprzeczności są wszędzie.
Program wzywa do zmniejszenia wsparcia dla „nauk biologicznych” przy jednoczesnym zwiększeniu wsparcia dla „podstawowych badań biologicznych”. Terminy te w znacznym stopniu pokrywają się. Raport nie definiuje żadnego z nich. Nie wiadomo, które obszary otrzymają pieniądze, a które stracą.
Andreas Karch twierdzi, że rząd wierzy, że przyszłe przełomy będą zasługą technologii. On się nie zgadza. Dzisiejsze przywództwo naukowe tworzy przyszłe przywództwo technologiczne. Duże firmy technologiczne przodują w inżynierii. Nie są to jednak sprawdzone mechanizmy fundamentalnych odkryć.
Kto wygra w nowym modelu finansowania nauki
Ważne jest, aby wziąć pod uwagę szerszy kontekst.
Dotacje te są przyznawane w wyniku ogromnych cięć. Uczelnie stoją w obliczu szoku budżetowego. W agencjach rządowych panuje chaos. Anulowanie dotacji staje się powszechną praktyką.
De Vries postrzega to jako atak na amerykańskie uniwersytety badawcze. To odejście od udanego modelu. Wygląda to na próbę zniszczenia systemu, który uczynił Amerykę supermocarstwem.
Carl Bergstrom, biolog z Uniwersytetu Waszyngtońskiego, ostrzega przed konsekwencjami gospodarczymi. Agencje finansujące nie tylko tworzą technologię. Tworzą ekosystem STEM (nauka, technologia, inżynieria i matematyka).
Ten plan podważa tę rolę.
Patrzy na naukę przez wąską soczewkę. Interesują go wyłącznie aplikacje. Ignoruje powolną, niepewną pracę, która przynosi największe niespodzianki.
Ma to sens, biorąc pod uwagę filozofię prezydenta. Prowadzi kraj jak firmę.
Większość badaczy wątpi, że ten plan przyniesie złoty wiek. Obawiają się długotrwałych szkód.
De Vries oferuje inną perspektywę.
„Wygląda na złoty wiek dla określonych grup, prawdopodobnie kapitanów technologii i VC”.
Dla nich wschodzi słońce. Chmury zbierają się na resztę nauki.
Nauki akademickiej nie można zastąpić bilansem. Administracja próbuje to zrobić bez względu na wszystko.

























